Przejdź do treści

Marynarka USA szuka dronów uderzeniowych, które można odpalać z dowolnego okrętu wojennego.

Osoba obsługująca drona na pokładzie statku, w tle widoczny okręt wojenny na morzu.

Presja w Pentagonie rośnie, by znaleźć nowe sposoby wykonywania potężnych uderzeń lotniczych dalekiego zasięgu bez polegania na podatnych na atak pasach startowych lub lotniskowcach. Nowa inicjatywa ma na celu zamienić niemal każdy okręt wojenny w platformę startową dla dronów uderzeniowych przenoszących te same bomby, których używają pokładowe myśliwce Marynarki USA.

Marynarka szuka siły ognia poza lotniskowcami

Defence Innovation Unit (DIU), komórka Pentagonu odpowiedzialna za szybkie wdrażanie technologii, wezwała przemysł do zbudowania nowej klasy uzbrojonego drona dla US Navy. Główna idea: wielokrotnego użytku drony uderzeniowe dalekiego zasięgu, które mogą startować z niszczycieli, fregat i innych okrętów dysponujących jedynie niewielkimi pokładami lotniczymi.

Marynarka chce dronów uderzeniowych, które potrafią startować z małych pokładów okrętów, przelecieć ponad 1 400 mil morskich i przenosić bomby o masie 1 000 funtów.

To dążenie odzwierciedla narastające obawy w Waszyngtonie. Flota USA ma ograniczoną liczbę lotniskowców, a każdy lotniskowiec może zabrać tylko określoną liczbę samolotów i pocisków. W długotrwałym konflikcie z mocarstwem dysponującym dalekosiężnymi przeciwokrętowymi pociskami rakietowymi, te zapasy amunicji mogą wyczerpać się szybciej, niż wielu planistów chciałoby przyznać.

Skrzydła lotnicze lotniskowców i samoloty bazowania lądowego nadal dominują w możliwościach uderzeniowych Marynarki, ale opierają się na dużej, łatwej do namierzenia infrastrukturze: pasach startowych i ogromnych pokładach, które przeciwnicy intensywnie uczą się razić z tysięcy mil.

Czym jest RIMES i dlaczego to ważne?

Program ma odpowiednio dramatyczną nazwę: Runway Independent Maritime and Expeditionary Strike, czyli RIMES. Jego ambicją jest zapewnienie siłom nawodnym sposobu rażenia celów daleko w głębi lądu lub na otwartym oceanie bez czekania, aż pojawi się lotniskowiec.

RIMES ma na celu wprowadzenie wielokrotnego użytku bezzałogowych statków powietrznych zdolnych dostarczać „standardowe ładunki uzbrojenia” z okrętów wojennych lub prowizorycznych stanowisk brzegowych przy minimalnej infrastrukturze.

W prostych słowach oznacza to drona, który może przenosić te same bomby 1 000-funtowe używane przez F/A‑18 Super Hornet i myśliwce stealth F‑35C, ale startować z okrętów, które obecnie obsługują głównie śmigłowce. Należą do nich:

  • niszczyciele typu Arleigh Burke
  • okręty Littoral Combat Ship
  • przyszła fregata FF(X), oparta na kutrze typu Legend Straży Przybrzeżnej USA

Wszystkie te okręty mają małe pokłady lotnicze i hangary, ale nie dysponują niczym zbliżonym do lotniskowcowej infrastruktury lotniczej. Przekształcenie ich w platformy uderzeniowe zwielokrotniłoby zasięg floty i skomplikowało przeciwnikowi zadanie namierzania.

Zasięg i siła uderzenia: porównywalne z samolotami załogowymi

Parametry zarysowane przez DIU pokazują, że Marynarka nie szuka małego drona rozpoznawczego. Chce czegoś bliższego budżetowemu samolotowi uderzeniowemu - tylko bez pilota.

Wymóg Oczekiwane parametry
Zasięg Co najmniej 1 400 mil morskich w jedną stronę, bez rezerwy
Promień uderzeniowy Około 600 mil morskich przy realistycznym profilu misji
Ładunek Istniejące bomby 1 000-funtowe lub uzbrojenie paletyzowane
Prędkość przelotowa Porównywalna z istniejącymi systemami uderzeniowymi dalekiego zasięgu

Promień uderzeniowy 600 mil morskich pozwala okrętowi razić cele daleko w głąb lądu, pozostając jednocześnie poza zasięgiem wielu przybrzeżnych systemów rakietowych. To zmienia geometrię walki w spornych regionach, takich jak Zachodni Pacyfik czy Północny Atlantyk.

Wykorzystanie istniejących bomb i uzbrojenia paletyzowanego obniża koszty i przyspiesza wdrożenie. Marynarka nie potrzebuje pocisku projektowanego od zera; chce „ciężarówki”, która przeniesie uzbrojenie już kupowane masowo.

Autonomia na zakłóconym polu walki bez GPS

Jedną z najbardziej uderzających cech zapytania RIMES jest nacisk na autonomię. Marynarka zakłada, że każdy przyszły konflikt z poważnym przeciwnikiem będzie nasycony walką elektroniczną, fałszowaniem sygnału GPS i zakłócaniem łączności.

Drony RIMES muszą być w stanie realizować „wszystkie fazy misji w środowisku silnie spornym” przy znaczącej autonomii pokładowej.

To sugeruje drona, który potrafi nawigować, unikać zagrożeń i zwalczać przydzielony cel nawet wtedy, gdy utraci łączność z operatorami. Zamiast być sterowanym z chwili na chwilę jak komercyjny quadcopter, działałby według planów misji i adaptował się w ramach określonych reguł.

Taka autonomia rodzi pytania o niezawodność oprogramowania i mechanizmy bezpieczeństwa, ale jednocześnie zwiększa bezpieczeństwo ludzi, umożliwiając okrętom wykonywanie uderzeń bez narażania pilotów na gęstą obronę przeciwlotniczą.

Dość tani, by go stracić, dość odporny, by przetrwać

Zapytanie DIU balansuje między dwiema konkurencyjnymi ideami: przeżywalnością oraz „attritability” - modnym w obronności terminem oznaczającym, że system można sobie pozwolić utracić w walce.

Marynarka chce dronów opłacalnych, ale nadal zdolnych działać w przestrzeni powietrznej, gdzie obecne są myśliwce przeciwnika i naziemne systemy rakietowe. Może to oznaczać kilka podejść:

  • konstrukcje stealth utrudniające wykrycie
  • tanie płatowce projektowane do „zalewania” obrony samą liczbą
  • ładunki walki elektronicznej mylące lub „oślepiające” radary przeciwnika

Dokładna równowaga najpewniej będzie zależała od propozycji przemysłu. Pozłacany, bardzo odporny dron, którego Marynarka mogłaby kupić tylko w śladowych ilościach, nie rozwiązałby problemu głębokości magazynów. Z kolei bardzo tani dron ginący w każdej misji też nie jest atrakcyjny.

Wyzwania okrętowe: start, odzysk i wzburzone morze

Operowanie statkami powietrznymi z lotniskowców jest wystarczająco trudne. Robienie tego z małego niszczyciela podczas złej pogody to zupełnie inny poziom trudności.

Systemy RIMES muszą bezpiecznie startować i być odzyskiwane przy silnym wietrze i kołysaniu morza, z minimalną ilością specjalistycznego sprzętu i dodatkowego personelu.

Ten wymóg sugeruje kreatywne koncepcje startu: katapulty montowane na pokładzie, start wspomagany rakietowo albo konstrukcje pionowego startu wyskakujące z kontenerów. Odzysk może obejmować krótkie dobiegowe lądowania, siatki, systemy lin hamujących, a nawet wodowanie i podjęcie.

DIU podkreśla też minimalne wyposażenie obsługowe, szybkie przejście od składowania do startu oraz łatwe przemieszczenie z powrotem do magazynu. Architektura ma być otwarta, aby można było dodawać nowe sensory, uzbrojenie lub oprogramowanie bez pełnego przeprojektowania.

Szybkie terminy i presja na przemysł

Cierpliwość Pentagonu wobec powolnych procedur zakupowych się kończy, szczególnie w obszarze dronów. DIU chce, aby kandydaci do RIMES byli gotowi do poważnego, fizycznego prototypowania w ciągu 12 miesięcy od przyznania kontraktu.

Ten agresywny harmonogram popycha oferentów ku rozwiązaniom opartym na istniejących płatowcach, silnikach i systemach sterowania. Zarówno start-upy, jak i duże koncerny obronne są zachęcane do adaptowania tego, co już mają, zamiast czekać na idealne, w pełni „szyte na miarę” rozwiązania.

Termin odpowiedzi przemysłu wyznaczono na koniec lutego, co sygnalizuje pilność w czasie, gdy napięcia na Pacyfiku i rosyjska agresja pozostają kluczowymi czynnikami w planowaniu USA.

Dlaczego Marynarka przejmuje się „głębokością magazynu”

RIMES odzwierciedla też szerszy niepokój, często ujmowany w technicznym zwrocie: ograniczona „głębokość magazynu” (limited magazine depth). Okręt nawodny może zabrać tylko określoną liczbę pocisków. Gdy zostaną wystrzelone, przeładowanie na morzu jest powolne, ryzykowne i logistycznie złożone.

Wielokrotnego użytku drony uderzeniowe zmieniają tę matematykę. Okręt mógłby teoretycznie przenosić niewielką flotę dronów oraz duży zapas bomb lub uzbrojenia paletyzowanego. Dopóki okręt ma paliwo i uzbrojenie, drony mogą wykonywać kolejne wyloty.

To podejście nie zastępuje tradycyjnych pocisków, które są szybsze i trudniejsze do przechwycenia, ale dodaje nową warstwę elastyczności. Dowódcy mogliby zachować drogie i rzadkie pociski na cele najbardziej czasokrytyczne lub silnie bronione, a drony wykorzystywać przeciw innym.

Kluczowe pojęcia i scenariusze z realnego świata

Co naprawdę znaczy „niezależność od pasa startowego”

Niezależność od pasa startowego brzmi abstrakcyjnie, ale sprowadza się do jednej idei: statek powietrzny nie potrzebuje długiego betonowego pasa ani pełnowymiarowego pokładu lotniczego. To otwiera możliwość:

  • działań z małych wyspowych posterunków z podstawowymi lądowiskami lub polanami
  • startów z cywilnie wyglądających statków doposażonych w modułowe systemy
  • szybkiej zmiany miejsca bazowania, gdy baza znajdzie się pod ostrzałem rakietowym

Dla przeciwnika próbującego wyłączyć amerykańskie lotnictwo kilkoma salwami w duże bazy, znacząco utrudnia to namierzanie.

Scenariusz kryzysu na Pacyfiku

Wyobraźmy sobie impas w pobliżu spornego łańcucha wysp. Chińskie przeciwokrętowe pociski zmuszają amerykańskie lotniskowce do trzymania dystansu. Bazy lądowe są stale zagrożone atakami pocisków balistycznych i manewrujących.

W takim układzie grupa niszczycieli Arleigh Burke uzbrojonych w drony RIMES mogłaby po cichu wejść w zasięg, wysłać roje bezzałogowców przenoszących bomby 1 000-funtowe, a następnie wycofać się, zanim siły przeciwnika zdołają je „przypiąć” do pozycji. Przeciwnik musi bronić szerszego obszaru, zużywając własne pociski i dyżury lotnicze na nową oś zagrożenia.

Są też ryzyka. Startowanie i odzyskiwanie dronów w takim środowisku obciąży załogi i systemy, a każdy wyciek pozycji może sprowokować kontruderzenia. Z perspektywy Marynarki jednak rozproszenie siły uderzeniowej na wiele mniejszych platform wygląda na mniej kruche niż skupienie jej na garstce gigantycznych lotniskowców.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz