Przejdź do treści

Chorwacja kupi dwie nowe wielozadaniowe korwety – to największy zakup okrętów wojennych w historii kraju.

Nowoczesny okręt wojenny w hangarze, otoczony osobami w mundurach.

Croacja uruchomiła plany zakupu dwóch nowoczesnych wielozadaniowych korwet - krok, który dałby krajowi największe i najbardziej zdolne okręty wojenne w jego historii oraz wyraźnie wzmocniłby wkład Chorwacji w morskie operacje NATO i UE.

Od sił przybrzeżnych do marynarki zdolnej do „sea control”

Projekt, ujawniony w lokalnych mediach i potwierdzony przez urzędników w Zagrzebiu, wyceniany jest na 660 mln do 1,6 mld euro - zależnie od ostatecznego projektu oraz wybranego poziomu wyposażenia. Dla kraju liczącego mniej niż cztery miliony mieszkańców taka kwota stawia umowę na korwety wśród najdroższych programów obronnych od czasu uzyskania niepodległości w latach 90.

Przez lata politycy spierali się, czy Chorwacka Marynarka Wojenna powinna stawiać na większe fregaty, czy tańsze okręty patrolowe. Do 2025 r. rząd wybrał drogę pośrednią: korwety, które potrafią walczyć, patrolować i wspierać sojuszników na akwenach ograniczonych, takich jak Adriatyk, oraz na szerszym obszarze Morza Śródziemnego.

Dwie nowe korwety mają przez dekady stanowić trzon chorwackiej floty nawodnej, zastępując w dużej mierze przybrzeżną marynarkę skoncentrowaną na patrolowaniu siłą zdolną kontrolować szlaki morskie, zwalczać okręty podwodne i działać u boku głównych flot NATO.

Zamiast jednego okrętu flagowego plan obejmuje teraz dwie niemal identyczne jednostki. Umożliwia to utrzymanie ciągłej obecności na morzu - jedna jednostka może pływać, podczas gdy druga przechodzi przeglądy i remonty - co jest podstawowym, lecz często pomijanym wymogiem dla mniejszych marynarek.

Jaki okręt tak naprawdę kupuje Chorwacja?

Korwety zajmują niezręczną, ale użyteczną niszę: są większe i lepiej uzbrojone niż oceaniczne okręty patrolowe, lecz mniejsze i tańsze od fregat. Typowe projekty mają wyporność 1000–3500 ton, długość 80–120 metrów i są zoptymalizowane pod regionalną kontrolę morza, a nie dalekosiężną projekcję siły.

Oczekuje się, że przyszłe chorwackie okręty wpiszą się w ten schemat. Będą musiały przenosić nowoczesny radar, sonar i systemy elektroniczne oraz dysponować uzbrojeniem wystarczającym do realizacji trzech klasycznych zadań morskich:

  • Zwalczanie wrogich okrętów nawodnych pociskami przeciwokrętowymi
  • Obrona własna i osłona pobliskich jednostek przed samolotami oraz nadlatującymi pociskami
  • Wykrywanie i zwalczanie okrętów podwodnych na wodach płytkich i głębszych

W praktyce większość korwet jest najmocniejsza w jednej lub dwóch z tych ról. Słabym punktem bywa obrona przeciwlotnicza, ponieważ ograniczona wyporność utrudnia instalację dużych pionowych wyrzutni (VLS) znanych z niszczycieli i ciężkich fregat.

Chorwaccy planiści szukają okrętu z solidną obroną własną i pewną zdolnością do ochrony pobliskich jednostek, ale nie dedykowanego krążownika obrony powietrznej.

Systemy krótkiego zasięgu, rażące cele na dystansie 20–25 km, są powszechne. Pociski średniego zasięgu - w przybliżeniu 60–70 km - występują w części projektów, ale podnoszą koszty i złożoność. Systemy dalekiego zasięgu pozostają domeną większych i droższych kadłubów.

Geografia Adriatyku kształtuje listę zakupów

Chorwackie wybrzeże ciągnie się niczym poszarpany kręgosłup wzdłuż wschodniego Adriatyku, obejmując setki wysp, ruchliwe szlaki morskie i porty turystyczne. Samo morze jest wąskie i otoczone państwami NATO lub UE, co zmniejsza ryzyko pojawienia się wrogich okrętów nawodnych bez ostrzeżenia. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja pod wodą.

Okręty podwodne mogą wślizgiwać się na ograniczone akweny i ukrywać w skomplikowanych wodach przybrzeżnych. Ich śledzenie jest trudne i czasochłonne. Z tego powodu zwalczanie okrętów podwodnych (ZOP/ASW) stało się kluczowym wymaganiem dla chorwackich korwet.

Silny sonar, cichy napęd oraz zdolność do użycia torped i śmigłowców ZOP są postrzegane jako elementy kluczowe dla zabezpieczenia chorwackiej części Adriatyku.

Jednocześnie okręty będą potrzebowały na tyle dobrej obrony powietrznej, by przetrwać na akwenach spornych i skutecznie działać w sojuszniczych zespołach zadaniowych na Morzu Śródziemnym - w tym potencjalnie w rejonie Kanału Sueskiego i Morza Czerwonego. Chorwaccy liderzy wielokrotnie podkreślali, że nowe okręty nie są przeznaczone wyłącznie do obrony narodowej, lecz także do misji NATO i UE poza granicami kraju.

Wybór pocisków: sprawdzona broń zamiast eksperymentalnej technologii

Opcje przeciwokrętowe i uderzeń lądowych

W obszarze pocisków urzędnicy i analitycy przyglądają się znanym, sprawdzonym w boju systemom zamiast nieprzetestowanych prototypów. Krótka lista obejmuje:

Pocisk Przybliżony zasięg Kluczowa cecha
NSM (norweski) 180–200 km Zdolność ataku celów morskich i lądowych
RBS-15 Mk IV (szwedzki) do ok. 300 km Ciężki pocisk o wydłużonym zasięgu
Exocet Block 3c (francuski) ponad 180 km Zmodernizowana klasyczna konstrukcja z ograniczoną zdolnością ataku lądowego

Debata w Zagrzebiu wydaje się mniej skupiona na wyborze konkretnego pocisku, a bardziej na tym, ile wyrzutni powinien przenosić każdy okręt. Cztery wyrzutnie ograniczają koszty i masę. Osiem daje większą siłę ognia i efekt odstraszania, ale kosztem wyższej ceny oraz kompromisów w przestrzeni i masie, które mogłyby zostać przeznaczone na inne systemy.

Rozważane systemy obrony powietrznej

W obronie powietrznej prawdopodobna jest kombinacja systemu bliskiego zasięgu z pociskiem średniego zasięgu. Jednym z kandydatów do obrony punktowej przed samolotami i nadlatującymi pociskami jest system RAM, strzelający pociskami RIM-116 o zasięgu nieco poniżej 9 km.

Do osłony obszarowej czołowymi opcjami są CAMM-ER oraz RIM-162 Evolved SeaSparrow - oba oferują zasięgi rzędu około 60 km. Oba systemy są już integrowane na kilku europejskich klasach korwet i fregat, co mogłoby ułatwić szkolenie i logistykę, jeśli Chorwacja wybierze europejski kadłub.

Osiem państw, dwanaście stoczni: tłok na rynku

Zainteresowanie programem jest duże. Zgodnie z chorwackimi doniesieniami osiem krajów i dwanaście stoczni zasygnalizowało gotowość do złożenia ofert; w centrum uwagi znajdują się projekty europejskie, ale silna jest konkurencja z Azji, a pojawia się też pewne zainteresowanie ze strony Stanów Zjednoczonych.

Wśród omawianych propozycji europejskich:

  • Francja – rodzina korwet Gowind, z pociskami Exocet i komorami VLS dla MICA, a w niektórych wariantach także z potencjałem dla Aster 15.
  • Niemcy – klasa Braunschweig, zoptymalizowana pod obronę przybrzeżną z pociskami RBS-15, lecz z relatywnie ograniczoną obroną powietrzną.
  • Włochy – albo wciąż rozwijana European Patrol Corvette, albo wariant klasy Al Zubarah budowanej dla Kataru, wchodzący już w obszar lekkiej fregaty.
  • Niderlandy – modułowe projekty SIGMA, możliwe do dostosowania pod różne zestawy sensorów i uzbrojenia.
  • Hiszpania – Avante 2200, koncepcyjnie zbliżona do Gowinda.

Poza UE tureckie korwety klasy Ada uchodzą za przystępne cenowo i mocne w ZOP, natomiast Korea Południowa proponuje większe projekty FFX, takie jak Incheon i Daegu, które zbliżają się rozmiarem do lekkich fregat i często standardowo obejmują obronę powietrzną średniego zasięgu.

Opcje wywodzące się z amerykańskiego Littoral Combat Ship (LCS), podobne do tych sprzedanych Arabii Saudyjskiej, są podobno w Chorwacji oceniane ostrożnie - ze względu na wcześniejsze wycofania i krytykę pierwotnej floty LCS w USA.

Przemysł krajowy kontra budowa za granicą: delikatna równowaga

Chorwacja ma własną tradycję stoczniową, a politycy są pod presją, by zapewnić miejsca pracy i korzyści przemysłowe w kraju. Lokalnie stocznie są technicznie zdolne do budowy kadłubów, lecz w nowoczesnych okrętach wojennych stal to tylko część historii.

Eksperci branżowi szacują, że kadłub może odpowiadać za około jedną czwartą całkowitego kosztu korwety, a pozostała wartość wiąże się z importowanymi sensorami, uzbrojeniem, systemami walki oraz pracami integracyjnymi.

Poprzednie programy budowy jednostek patrolowych cierpiały na opóźnienia i problemy zarządcze, co sprawiło, że decydenci ostrożniej podchodzą do obciążania krajowych stoczni skomplikowanymi nowymi budowami. Prawdopodobnym kompromisem jest zagraniczny projekt, przy czym końcowy montaż, doposażenie lub kontrakty wsparcia trafiłyby do chorwackich podmiotów w ramach pakietu offsetowego.

Dla szerszego sektora obronnego Chorwacji projekt jest czymś więcej niż zamówieniem na okręty. To szansa wejścia w obszary o wyższej wartości dodanej - takie jak integracja systemów bezzałogowych, serwis elektroniki, a być może także wsparcie oprogramowania.

Zagrożenia ze strony bezzałogowców i dronów zmieniają reguły gry

Wojna w Ukrainie dostarczyła planistom morskim nowych lekcji o sile tanich, jednorazowych systemów. Bezzałogowe jednostki nawodne, szybkie łodzie wypełnione materiałami wybuchowymi, torpedy dalekiego zasięgu i podwodne drony pokazały, że nawet dobrze uzbrojone okręty mogą być podatne na ataki rojów małych napastników.

Chorwaccy planiści nie ignorują tego trendu. Oczekuje się, że nowe korwety będą działały jako węzły dowodzenia dla bezzałogowych pojazdów nawodnych i podwodnych - będą wykorzystywać własne drony oraz koordynować działania bezzałogowców sojuszników.

Projektanci są pod presją, by budować okręty zdolne do przetrwania na akwenach „nasyconych” dronami oraz by zapewnić Chorwacji własne zdolności bezzałogowe, a nie wyłącznie tradycyjne pociski i działa.

To podejście zmienia znaczenie słowa „zdolność”. Okręt, który przenosi mniej klasycznego uzbrojenia, ale integruje zaawansowane sensory i systemy sterowania dronami, może w praktyce dysponować siłą rażenia znacznie większą, niż sugerowałaby jego masa i rozmiar - zarówno w nowoczesnym konflikcie, jak i w kryzysie „szarej strefy”.

Dlaczego spór o konfigurację naprawdę ma znaczenie

W Chorwacji debata polityczno-wojskowa krąży obecnie wokół trzech ogólnych ścieżek: konfiguracji relatywnie niskokosztowej, pakietu bojowego wyższej klasy lub kompromisu ze średniej półki. Analitycy ostrzegają, że wariant pośredni może nie zapewnić ani silnego odstraszania, ani realnych oszczędności.

W wariancie tańszym Chorwacja mogłaby priorytetowo traktować zadania patrolowe, podstawową obronę powietrzną i ograniczone zdolności ZOP. Byłby to i tak skok jakościowy względem obecnej floty, ale mógłby okazać się niewystarczający w operacjach NATO o wysokiej intensywności lub przeciw dobrze uzbrojonemu przeciwnikowi.

W pełni wyposażona konfiguracja, bliższa lekkiej fregacie, zapewniłaby większe zapasy amunicji („głębsze magazyny”), obronę powietrzną średniego zasięgu i silniejsze narzędzia ZOP. Zwiększa to przeżywalność i użyteczność w operacjach sojuszniczych, ale jednocześnie napina budżet obronny i może ograniczyć polityczne poparcie dla przyszłych projektów morskich.

Kluczowe pojęcia warte wyjaśnienia

Co dla Chorwacji naprawdę oznacza „sea control”

Kontrola morza nie wymaga dominacji nad wielkimi oceanami. Dla Chorwacji oznacza przede wszystkim zdolność do monitorowania, ochrony oraz - w razie potrzeby - zamknięcia jej odcinka Adriatyku i pobliskich podejść. Korwety z dobrymi sensorami, śmigłowcami i łącznością współpracującą z radarami brzegowymi oraz lądowymi bateriami pocisków przeciwokrętowych mogą realizować to zadanie wydajniej niż większa, ale mniej liczna flota fregat.

Kraj już dziś eksploatuje silne radary brzegowe i mobilne baterie pocisków przeciwokrętowych, choć te lądowe pociski zbliżają się do końca resursu. Nowe korwety, które potrafią płynnie wymieniać dane z tymi systemami - i z czasem przejąć część ich ról - zapewniają bardziej elastyczne opcje działania w kryzysie.

Jak mała marynarka może wykorzystać sojusze

W przypadku poważnej konfrontacji Chorwacja rzadko działałaby samodzielnie. Jej okręty mają być wpinane w sieci NATO, które współdzielą ślady radarowe, dane wywiadowcze i informacje o celach. Chorwacka korweta osłaniająca żeglugę handlową we wschodniej części Morza Śródziemnego mogłaby na przykład otrzymywać ostrzeżenia o zagrożeniach z powietrza od sojuszniczych samolotów i większych okrętów - daleko poza własnym horyzontem radiolokacyjnym.

Ten sojuszniczy kontekst oznacza, że nawet umiarkowany pakiet obrony powietrznej może mieć sens, jeśli jest właściwie zintegrowany z szerszymi systemami NATO. Ta sama logika dotyczy ZOP: chorwacka korweta może działać obok włoskiej czy francuskiej fregaty, dzieląc się kontaktami sonarowymi i koordynując pracę śmigłowców.

Dla chorwackich podatników powodzenie tego historycznego zakupu morskiego będzie zależeć od tego, czy finalny projekt rzeczywiście pasuje do sieciocentrycznego, „dronowego” i spornego środowiska działań - czy też okaże się kosztownym symbolem o ograniczonej wartości bojowej.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz