Amerykańska decyzja, która zapadła później, wstrząsa waszyngtońskim establishmentem obronnym: amerykańska flota wycofuje się z od dawna zapowiadanych fregat typu Constellation - programu, który niegdyś reklamowano jako kręgosłup przyszłej potęgi morskiej w epoce rosnącej chińskiej siły na morzu.
Okręt flagowy, który utknął na mieliźnie
Uruchomiony w 2020 r. program Constellation miał być „bezdramowym” projektem stoczniowym po bolesnej dekadzie nieudanych eksperymentów i przekroczeń kosztów.
Zamiast tego stał się symbolem strukturalnego kryzysu trawiącego amerykańską budowę okrętów.
Pomysł na papierze był prosty. Zamiast wymyślać zupełnie nowy okręt wojenny, marynarka miała zaadaptować istniejący europejski projekt: fregatę FREMM budowaną przez włoską grupę Fincantieri. To miało ograniczyć ryzyko i utrzymać koszty pod kontrolą.
Marynarka pierwotnie planowała około 20 fregat typu Constellation, pozycjonowanych pomiędzy ciężkimi niszczycielami a lżejszymi okrętami do walki przybrzeżnej.
Każda jednostka miała mieć wyporność około 7200 ton - pomiędzy 10‑tysięcznotonowymi niszczycielami Arleigh Burke a 3500‑tonowymi Littoral Combat Ships. Dwie jednostki, USS Constellation (FFG‑62) oraz USS Congress (FFG‑63), są już w budowie.
Do floty miały trafić około 2026 r. Termin przesunął się co najmniej na 2029 r. Dodatkowe koszty programu już będącego w toku szacuje się na ok. 1,38 mld euro, a harmonogram nadal pozostaje niepewny.
Dlaczego te fregaty miały aż tak duże znaczenie
Typ Constellation nie był tylko kolejną pozycją w tabeli budżetowej. Stanowił centralny element amerykańskiej koncepcji prowadzenia walki na morzu w latach 30. XXI wieku.
Fregaty projektowano do eskorty lotniskowców i głównych zespołów nawodnych oraz do zwalczania okrętów podwodnych, które po cichu śledzą amerykańską i sojuszniczą żeglugę.
Dzięki zaawansowanym zestawom sonarowym i nowoczesnym pociskom okręty Constellation miały zapełnić rosnącą lukę w zdolnościach eskortowych i zwalczania okrętów podwodnych.
Ta luka wygląda coraz groźniej, gdy Chiny wyprzedzają USA liczbą kadłubów. Marynarka wojenna Pekinu jest już większa w prostym ujęciu liczby okrętów i produkuje nowe niszczyciele, fregaty oraz okręty podwodne w tempie, któremu amerykańskie stocznie nie są w stanie dorównać.
Amerykańscy planiści liczyli, że typ Constellation szybko i relatywnie tanio wzmocni siły nawodne, uwalniając bardziej zaawansowane niszczyciele do zadań najwyższej intensywności na zachodnim Pacyfiku.
Od obietnicy „z półki” do biurokratycznego koszmaru
Co więc poszło nie tak z rzekomo sprawdzonym projektem?
Pierwotny zakład dotyczący FREMM polegał na tym, że wykorzystanie okrętu już przetestowanego na morzu skróci prace rozwojowe i pozwoli uniknąć eksperymentalnych potknięć, które pogrążyły reputację Littoral Combat Ship.
Jednak amerykańskie standardy obronne nie dają się skopiować metodą „kopiuj‑wklej” z projektów europejskich. Kadłub trzeba było przerobić, aby spełnić amerykańskie wymogi dotyczące odporności na wstrząsy, przeżywalności, systemów elektronicznych i dystrybucji zasilania.
Im bardziej marynarka „amerykanizowała” zagraniczny projekt, tym bardziej oddalał się on od taniego i szybkiego rozwiązania, którym miał być.
Każda zmiana wywoływała efekt domina w reszcie okrętu. Ostrzejsze wymagania konstrukcyjne oznaczały więcej stali i inny układ wnętrza. Nowe radary i systemy walki wymagały dodatkowej mocy oraz chłodzenia. Przepisy bezpieczeństwa wymusiły przeprojektowanie pomieszczeń i dróg ewakuacji.
Te modyfikacje zderzyły się z kulejącą bazą przemysłową. Amerykańskie stocznie wojenne zmagają się z niedoborem pracowników, starzejącą się infrastrukturą oraz zaległościami w remontach i budowach nowych okrętów. Według wewnętrznych danych przytaczanych w kręgach obronnych, około 82% okrętów w budowie ma obecnie opóźnienia.
Koszty, opóźnienia i presja polityczna
W takich warunkach harmonogram Constellation przesuwał się rok po roku. Każde opóźnienie napędzało kolejne napięcia budżetowe w Kongresie i rodziło wątpliwości w Pentagonie, czy ta ścieżka wciąż może dostarczyć wystarczająco dużo okrętów - i to wystarczająco szybko.
Pod koniec 2025 r. kierownictwo marynarki uznało, że programu nie da się już uzasadnić w pierwotnej formie. 25 listopada ogłoszono na X (dawniej Twitter), że Constellation jako seria zostanie porzucony.
Nie oznacza to jednak, że dwie jednostki już znajdujące się na pochylni zostaną złomowane. Na razie plan zakłada kontynuowanie budowy USS Constellation i USS Congress, częściowo po to, by utrzymać miejsca pracy i kompetencje w amerykańskich stoczniach Fincantieri oraz u ich dostawców.
Sekretarz marynarki John C. Phelan publicznie podkreślał, że siły morskie potrzebują teraz „szybszych i bardziej ekonomicznie wykonalnych rozwiązań”, aby wypełnić lukę w eskortach.
Co przepada wraz z anulowaniem
Zatrzymanie programu pozostawia znaczącą lukę zdolnościową w wrażliwym momencie dla amerykańskiej strategii morskiej.
- Liczba eskort dla amerykańskich grup lotniskowcowych pozostanie napięta.
- Zwalczanie okrętów podwodnych na Atlantyku i Pacyfiku będzie w dużej mierze opierać się na starzejących się platformach.
- Plany „high‑low mix” (duże niszczyciele plus tańsze fregaty) cofają się o lata.
- Nauka przemysłowa wynikająca z budowy dużej serii fregat zostaje ucięta po zaledwie dwóch kadłubach.
USA nadal dysponują potężnymi okrętami nawodnymi, ale wiele niszczycieli Arleigh Burke ma już dziesiątki lat. Bez średniej wielkości, nowoczesnej fregaty dostępnej w większych liczbach planiści będą zmuszeni jeszcze mocniej eksploatować istniejące okręty i w części zadań polegać na flotach sojuszniczych.
Chińskie stocznie nie zwalniają
Wszystko to dzieje się na tle szybkiej rozbudowy chińskiej marynarki.
Państwowo sterowane chińskie stocznictwo wyprodukowało dużą flotę fregat, niszczycieli i jednostek straży przybrzeżnej, a także łańcuch logistycznych punktów oparcia od Morza Południowochińskiego po Ocean Indyjski.
Podczas gdy USA zmagają się z wąskimi gardłami w stoczniach i resetami programów, Chiny wytwarzają nowe kadłuby w skali przemysłowej.
Amerykańscy urzędnicy mniej obawiają się porównań „okręt za okręt”, a bardziej trendu łącznego: Pekin potrafi utrzymywać ciągłą produkcję, stopniowo udoskonalać projekty i nasycać wody regionu stałą obecnością.
Co marynarka może spróbować dalej
Po anulowaniu Constellation jako programu na pełną skalę uwaga przenosi się na to, co mogłoby go zastąpić.
Wewnątrz Pentagonu i wokół niego dyskutuje się kilka opcji:
| Opcja | Potencjalna zaleta | Główne ryzyko |
|---|---|---|
| Zmniejszony, nowy projekt fregaty | Od początku dopasowany do potrzeb USA | Kolejny długi cykl rozwojowy |
| Większe oparcie na niszczycielach | Wykorzystuje sprawdzoną linię Arleigh Burke | Bardzo wysoki koszt pojedynczego okrętu |
| Więcej bezzałogowych jednostek nawodnych | Mniejsze zapotrzebowanie na załogi, elastyczne role | Niedojrzała technologia, pytania prawne |
| Większa zależność od fregat sojuszników | Podział ciężaru eskort w NATO i na Pacyfiku | Mniejsza niezależna kontrola USA |
Żadna z tych dróg nie wygląda na łatwą, a każdy nowy pomysł na fregatę napotka sceptycyzm ustawodawców „poparzonych” serią programów, które nie dowiozły rezultatów.
Dlaczego stoczniowość tak trudno naprawić
Saga Constellation obnaża problemy głębsze niż jedna nieudana klasa okrętów.
Amerykańskie stocznie wojenne muszą jednocześnie budować nowe jednostki i utrzymywać dużą, istniejącą flotę. Brakuje miejsc dokowych, wykwalifikowanych spawaczy, architektów okrętowych i wyspecjalizowanych dostawców.
Do tego każdy nowy okręt wojenny bywa napakowany unikatowymi technologiami. Radary, pociski, oprogramowanie bojowe i systemy napędowe są często tworzone specjalnie pod daną klasę albo mocno modyfikowane. Ta złożoność podnosi ryzyko i koszty.
Gdy każdy nowy okręt traktuje się jak szyty na miarę prototyp, opóźnienia są niemal pewne, a krzywe uczenia się nigdy w pełni się nie uruchamiają.
Część analityków obronnych postuluje zwrot ku większej standaryzacji: mniej „jednorazowych” projektów, więcej wspólnych kadłubów oraz ładunków zadaniowych, które da się wymieniać wraz ze zmianą technologii i zagrożeń.
Kluczowe pojęcia - wyjaśnienie
Dla osób spoza branży w tej debacie stale powracają pewne terminy.
Fregata: Fregata to średniej wielkości okręt wojenny. Jest większa i silniej uzbrojona niż przybrzeżny okręt patrolowy, ale zwykle mniejsza i tańsza niż niszczyciel. Fregaty często koncentrują się na eskortowaniu innych okrętów i zwalczaniu okrętów podwodnych.
Zwalczanie okrętów podwodnych (ASW): To techniki i systemy służące do wykrywania i śledzenia okrętów podwodnych oraz - w razie potrzeby - ich zwalczania. Obejmuje to sonar (czujniki podwodne), śmigłowce zrzucające torpedy i wyspecjalizowane pociski.
Wyporność okrętu: To masa wody wypieranej przez okręt, mierzona w tonach. W przybliżeniu koreluje z rozmiarem i zdolnością przewozową jednostki.
Co to oznacza w realnym kryzysie
Wyobraźmy sobie konfrontację na zachodnim Pacyfiku na początku lat 30. XXI w. USA chcą przemieścić lotniskowce i konwoje zaopatrzeniowe w pobliże wód spornych, podczas gdy chińskie okręty podwodne próbują je śledzić.
Dysponując pełną flotą Constellation, takie konwoje mogłyby mieć kilka nowoczesnych fregat osłony - każda z holowanymi zestawami sonarowymi, śmigłowcami ASW i wymianą danych w czasie rzeczywistym.
Bez nich dowódcy muszą wybierać: albo użyć rzadkich niszczycieli do tej roli, odciągając je od innych zadań, albo zaakceptować cieńszą osłonę i większe ryzyko, że wrogi okręt podwodny znajdzie lukę.
W czasie pokoju brak fregat wpływa też na „cichsze” zadania: patrole wolności żeglugi, misje antypirackie i operacje obecności w regionach takich jak Zatoka Gwinejska czy Karaiby. Marynarka musi zdecydować, gdzie demonstrować banderę, a gdzie się wycofać.
Ryzyka i kompromisy na kolejne lata
Odejście od programu Constellation pozwala uniknąć pompowania kolejnych pieniędzy w projekt, który już mocno się opóźnił. Może też uwolnić zasoby dla bardziej realistycznego planu dopasowanego do zdolności przemysłu.
Jednocześnie decyzja zawęża opcje w krótkim terminie. Flota otrzyma mniej nowych kadłubów właśnie wtedy, gdy rośnie presja strategiczna na Pacyfiku i Atlantyku.
USA nadal mogą wystawić potężną marynarkę, ale margines błędu się kurczy, gdy piętrzą się potknięcia zakupowe.
Sojusznicy będą uważnie obserwować sytuację. Niektórzy, jak Włochy i Francja, już eksploatują fregaty oparte na FREMM i mogą ostatecznie dźwigać większą część ciężaru eskort w operacjach połączonych - wyciągając zarazem wnioski z amerykańskiej próby przekształcenia sprawdzonego projektu w coś, do czego nigdy w pełni nie był przeznaczony.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz