Future Combat Air System, czyli SCAF, miał na dekady związać ze sobą europejskie siły powietrzne. Zamiast tego coraz bardziej grozi mu rozpad na konkurencyjne ścieżki: Airbus sygnalizuje, że mógłby pójść własną drogą z myśliwcem nowej generacji, podczas gdy Francja trzyma się koncepcji jednego wspólnego samolotu.
Napięcia francusko‑niemieckie wracają wokół myśliwca przyszłości
SCAF, uruchomiony przez Francję, Niemcy, a później z udziałem Hiszpanii, nie dotyczy wyłącznie lśniącego nowego odrzutowca. W centrum znajduje się NGF (New Generation Fighter) – myśliwiec nowej generacji – otoczony rojami dronów i połączony „chmurą bojową” danych, sensorów oraz narzędzi decyzyjnych wspieranych przez AI.
Jednak negocjacje o tym, kto robi co i kto czym kieruje, od lat są napięte. W Niemczech część prasy wielokrotnie twierdziła, że francuski producent Dassault Aviation chce kontrolować 80% prac nad NGF. Paryż stanowczo odpiera tę liczbę.
Francuscy urzędnicy podkreślają, że Dassault domaga się 51% roli lidera przy samym myśliwcu, a nie przytłaczającego udziału w całym programie.
Taki większościowy udział dałby Dassaultowi jasną pozycję głównego wykonawcy (prime contractor) dla NGF, pozostawiając jednocześnie istotne pakiety prac niemieckim i hiszpańskim oddziałom Airbusa. Dla Berlina ten układ sił pozostaje politycznie wrażliwy, zwłaszcza że stawką są miejsca pracy i know‑how przemysłowy.
Dwumyśliwcowe rozwiązanie zyskuje zwolenników w Berlinie
Podczas gdy zespoły techniczne nadal negocjują, po stronie niemieckiej zyskuje na znaczeniu inny pomysł: budowa dwóch odrębnych myśliwców nowej generacji w ramach tej samej architektury SCAF.
Niemieckie stowarzyszenie przemysłu lotniczego BDLI oraz wpływowy związek zawodowy IG Metall niedawno otwarcie opowiedziały się za „rozwiązaniem dwusamolotowym” w ramach wspólnego systemu walki.
Dla berlińskiego przemysłu dwa myśliwce mogłyby stworzyć „jasne ramy”, zmniejszyć niepewność planowania i rozładować część dzisiejszych sporów.
W tym scenariuszu Francja prawdopodobnie pozostałaby przy NGF prowadzonym przez Dassault, natomiast Niemcy – opierając się w dużej mierze na Airbus Defence and Space – rozwijałyby równoległą konstrukcję, nadal podłączoną do tej samej chmury bojowej, wspólnych dronów i jednolitych standardów.
Niemieccy urzędnicy zaczęli mówić o tej możliwości bardziej otwarcie. Minister obrony Boris Pistorius powiedział publicznemu nadawcy ZDF, że nawet gdyby SCAF w obecnym kształcie się załamał, „nie byłby to koniec świata” dla relacji francusko‑niemieckich ani dla europejskiej architektury obronnej.
Podkreślił, że istnieją „inne rozwiązania” prowadzące do zaawansowanych zdolności powietrznych – zawoalowane nawiązanie do ścieżek takich jak myśliwiec skoncentrowany wokół Airbusa lub większe oparcie się na programach USA i Wielkiej Brytanii.
Airbus sugeruje, że jest gotów działać samodzielnie
Najwyraźniejszy sygnał przyszedł od anonimowego źródła z niemieckiego przemysłu, cytowanego w tym tygodniu, które stwierdziło, że dwumyśliwcowy SCAF uczyniłby system „bardziej odpornym”. Osoba ta podkreśliła, że współpraca z Francją powinna trwać tam, gdzie działa – szczególnie przy silnikach.
To samo źródło dodało, że Airbus jest gotów autonomicznie opracować własny samolot bojowy, jeśli zajdzie taka potrzeba.
To stwierdzenie nie jest nagłą groźbą. Airbus po cichu analizuje myśliwiec przyszłości co najmniej od 2016 roku, gdy Berlin zaczął rozważać „Next Generation Weapon System” w celu zastąpienia starzejących się Tornad we współpracy z innymi państwami europejskimi.
Dla Airbusa narodowy lub niemiecko‑prowadzony europejski myśliwiec utrzymałby jego rolę głównego wykonawcy w lotnictwie bojowym, zamiast wiązać go na pozycji podporządkowanej wobec Dassaulta przy NGF.
Dlaczego Niemcy raczej nie dołączą do brytyjsko‑włosko‑japońskiego rywala
Opcją czasem przywoływaną w kręgach politycznych jest scenariusz, w którym Niemcy porzucają SCAF i dołączają do konkurencyjnego Global Combat Air Programme (GCAP), prowadzonego przez Wielką Brytanię wraz z Włochami i Japonią.
Ten scenariusz został w praktyce odrzucony przez to samo niemieckie źródło przemysłowe. Późne dołączenie oznaczałoby akceptację wcześniej zdefiniowanych architektur, podziałów pracy i standardów, pozostawiając ograniczone pole dla niemieckiego przemysłu do kształtowania programu.
- GCAP jest już ustrukturyzowany wokół priorytetów brytyjskich, włoskich i japońskich.
- Zmiana kursu teraz opóźniłaby niemieckie planowanie zdolności.
- Krajowi aktorzy lotniczy chcą przywództwa, a nie roli juniora.
Z perspektywy Berlina bardziej atrakcyjne wygląda kształtowanie SCAF – lub wariantu prowadzonego przez Airbusa – od środka, niż próba wciśnięcia się w dojrzałe ramy anglo‑japońskie.
Francja odrzuca pomysł dwóch odrębnych myśliwców
Po stronie francuskiej koncepcja dwóch samolotów dla jednego systemu jest politycznie wybuchowa. Prezydent Emmanuel Macron publicznie odrzucił tę drogę, nazywając SCAF „dobrym projektem” w obecnej formie i ostrzegając przed tym, co określił jako przemysłową „dysynergię”.
Paryż postrzega jeden wspólny myśliwiec jako test lakmusowy zdolności Europy do wspólnego realizowania złożonych projektów obronnych.
Macron powiązał myśliwiec przyszłości z innym kłopotliwym francusko‑niemieckim przedsięwzięciem: Main Ground Combat System, przyszłą platformą walki lądowej, często opisywaną jako rodzina czołgów nowej generacji. Zasugerował, że gdyby Berlin wycofał się ze wspólnego samolotu, Paryż musiałby przemyśleć także wspólny czołg.
Stanowisko Francji wzmacnia długoletni dorobek Dassaulta jako głównego wykonawcy myśliwców. Prezes Éric Trappier wielokrotnie mówił, że Dassault jest w stanie samodzielnie zbudować odrzutowiec nowej generacji, opierając się na stałych partnerach Thales i Safran. Program Rafale bywa przedstawiany jako dowód, że Francja potrafi utrzymać pełny ekosystem samolotu bojowego bez zagranicznych prime’ów.
Chmura bojowa: prawdziwy kręgosłup SCAF
Choć dramat często koncentruje się na tym, kto zaprojektuje samolot, wyżsi oficerowie po obu stronach po cichu podkreślają coś innego: „chmura bojowa” jest prawdziwym kręgosłupem SCAF.
Szef Francuskich Sił Powietrznych i Kosmicznych, generał Jérôme Bellanger, argumentował, że kluczowym priorytetem jest budowa wspólnego środowiska cyfrowego łączącego francuskie, niemieckie i hiszpańskie samoloty, drony oraz systemy naziemne. NGF – sugerował – jest drugorzędny wobec tej nadrzędnej sieci.
Jego niemiecki odpowiednik, dowódca Luftwaffe generał Holger Neumann, ma podobny pogląd. Obaj widzą wartość we wspólnej architekturze danych, sensorów i dowodzenia, która pozwala różnym platformom – w tym zmodernizowanym Eurofighterom, Rafale’om i przyszłym dronom – walczyć jako skoordynowany system.
| Element | Rola w ramach SCAF |
|---|---|
| New Generation Fighter (NGF) | Załogowy samolot stealth będący rdzeniem uderzeń i platformą dowodzenia |
| Remote carriers (drony) | Bezzałogowe platformy do rozpoznania, zakłócania i uderzeń z dystansu |
| Chmura bojowa | Bezpieczna sieć łącząca sensory, środki rażenia i narzędzia decyzyjne |
| Zmodernizowane myśliwce starszej generacji | Zdolność pomostowa do czasu wejścia NGF; działanie w ramach chmury |
Z tej perspektywy posiadanie jednego lub dwóch różnych myśliwców załogowych może mieć mniejsze znaczenie, o ile każdy samolot może wpiąć się w tę samą chmurę, „mówić” tym samym językiem danych i współdzielić informacje o celach w czasie rzeczywistym.
Polityka przemysłowa kontra potrzeby operacyjne
Spór o SCAF nie dotyczy wyłącznie wyborów technicznych. Leży na styku suwerenności narodowej, budżetów obronnych i europejskiej polityki przemysłowej.
Niemcy chcą zabezpieczyć długoterminowe miejsca pracy w całym sektorze lotniczym, utrzymać głęboki dostęp do technologii najnowszej generacji i uniknąć zależności od francuskiego głównego wykonawcy. Francja chce zachować suwerenną zdolność projektowania samolotów bojowych i uniknąć rozbijania przywództwa nad kluczowym odrzutowcem.
Obie strony publicznie wspierają europejską integrację obronną, jednak szczegóły tego, kto czym kieruje, potrafią szybko otworzyć stare linie podziału.
Dla sił zbrojnych presję zwiększa kalendarz. Niemcy nadal muszą zastąpić flotę Tornado. Francja już patrzy poza wydłużanie życia Rafale’a. Obie strony muszą uwzględniać wzrost zaawansowanych rosyjskich i chińskich systemów obrony powietrznej, upowszechnienie rakiet dalekiego zasięgu oraz ogromną rolę dronów w konfliktach – od Ukrainy po Bliski Wschód.
Jak w praktyce mógłby wyglądać podzielony program
Jeśli polityczna tama puści i Europa skończy z dwoma myśliwcami nowej generacji pod jednym parasolem SCAF, wynik może być chaotyczny, ale wykonalny.
Jeden wiarygodny scenariusz mógłby obejmować:
- NGF prowadzony przez Dassault, używany przez Francję i być może Hiszpanię, z priorytetem dla operacji z lotniskowców i dziedzictwa Rafale’a.
- Myśliwiec prowadzony przez Airbusa, dostosowany do niemieckich wymagań, potencjalnie zoptymalizowany pod misje nuclear sharing i zadania głębokiego uderzenia.
- Wspólne silniki, sensory lub uzbrojenie tam, gdzie obie strony zgodzą się na wspólny rozwój.
- Wspólną chmurę bojową jako spoiwo, umożliwiającą mieszanym formacjom wspólne działania w misjach NATO.
Taki układ byłby droższy, ponieważ prace rozwojowe zostałyby zdublowane. Utrudniłby też interoperacyjność, jeśli preferencje narodowe popchną projekty w bardzo różne strony.
Z drugiej strony zwolennicy twierdzą, że mógłby zmniejszyć ryzyko polityczne: jeśli jeden partner się opóźni, drugi nadal może iść naprzód. Mógłby też utrzymać w Europie dwie pełnospektralne szkoły projektowania myśliwców, zamiast stawiać wszystko na jednego przemysłowego czempiona.
Kluczowe pojęcia i ryzyka kryjące się za nagłówkami
Dla czytelników niezaznajomionych z żargonem obronnym, w sercu debaty leżą dwa pojęcia.
Po pierwsze, „interoperacyjność” nie jest tylko politycznym hasłem. Oznacza, że francuskie, niemieckie i hiszpańskie samoloty mogą natychmiast wymieniać dane, tankować od tych samych tankowców, używać kompatybilnego uzbrojenia i wpiąć się w struktury dowodzenia NATO podczas kryzysu. Rozbity SCAF mógłby to utrudnić, chyba że chmura bojowa i wspólne standardy zostaną ochronione przed narodową rywalizacją.
Po drugie, „suwerenność” w kategoriach przemysłu obronnego oznacza zdolność do projektowania, produkcji i modernizacji uzbrojenia bez blokad wynikających z zagranicznych reguł eksportowych lub dostępu do oprogramowania. Francja strzeże tej suwerenności bardzo mocno; Niemcy równoważą ją silną preferencją dla ram wielonarodowych i dzielenia obciążeń.
Główne ryzyka to dziś opóźnienia, spiralnie rosnące koszty i fragmentacja. Jeśli rozmowy będą się ciągnąć, siły powietrzne mogą zostać zmuszone do zakupu większej ilości gotowego sprzętu z USA lub Wielkiej Brytanii, by załatać luki zdolności, co osłabi uzasadnienie biznesowe europejskiego myśliwca. Fragmentacja może też podkopać siłę negocjacyjną Europy na globalnych rynkach zbrojeniowych, gdzie duże serie produkcyjne obniżają koszty jednostkowe.
Są też korzyści, jeśli liderzy opanują napięcia. Solidna chmura bojowa – nawet obsługująca dwa różne myśliwce – może dać europejskim pilotom szybszą świadomość sytuacyjną, lepszą ochronę przed nowoczesną obroną powietrzną i bardziej elastyczne opcje w scenariuszach kryzysowych. Wspólne silniki lub sensory rozkładają koszty rozwoju i wspierają większe kampanie eksportowe – od Zatoki po Azję.
Na razie SCAF oficjalnie nadal istnieje. Jednak sygnał Airbusa, że może zbudować własny myśliwiec nowej generacji, przesuwa równowagę presji. To, czy doprowadzi to do silniejszej, bardziej elastycznej europejskiej architektury siły powietrznej, czy do pofragmentowanej mozaiki, będzie zależeć mniej od inżynierów, a bardziej od woli politycznej w Paryżu i Berlinie w najbliższych latach.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz