Seniorzy dowódcy kreślą przyszłość, w której lotniskowce pozostają kluczowe, ale roje tańszych bezzałogowych jednostek biorą na siebie większą część ryzyka na wąskich akwenach, w spornych wąskich gardłach oraz podczas dalekosiężnych patroli.
Marynarka wojenna rewiduje podejście „najpierw lotniskowiec”
Amerykańska lotniskowcowa grupa uderzeniowa od dawna jest złotym standardem morskiej projekcji siły: ogromny, napędzany energią jądrową lotniskowiec, osłaniany przez krążowniki i niszczyciele, zdolny do rażenia celów z powietrza setki mil w głąb lądu.
Ta formacja wciąż jest dumą Marynarki Wojennej i jej centralnym elementem. Jednak Szef Operacji Morskich (CNO), adm. Daryl Caudle, sygnalizuje, że poleganie wyłącznie na niej nie przystaje już ani do obrazu zagrożeń, ani do realiów budżetowych.
Nowa „strategia hedgingowa” utrzymuje lotniskowce w rdzeniu, jednocześnie budując elastyczne, mniejsze siły bezzałogowe dostosowane do konkretnych misji.
Występując w Waszyngtonie, Caudle powiedział, że Marynarka po prostu nie ma dość lotniskowcowych grup uderzeniowych, by „zaparkować” po jednej w każdym zapalnym punkcie na mapie. Nie każda misja uzasadnia też wysłanie 100‑tysięcznotonowego okrętu wraz z eskortą w strefę zagrożenia.
Zamiast tego chce „sił szytych na miarę”, zbudowanych wokół systemów bezzałogowych, które mogą wykonywać wyspecjalizowane zadania, takie jak ochrona morskich szlaków komunikacyjnych, śledzenie okrętów podwodnych czy zabezpieczanie kluczowych wąskich gardeł.
Co w praktyce oznacza strategia hedgingowa
W pentagońskim żargonie podejście Caudle’a to „hedge” wobec ryzyka: dodatkowa warstwa opcji na wypadek, gdy grupy lotniskowcowe są zbyt nieliczne, zbyt podatne na zagrożenia albo zbyt eskalacyjne politycznie, by je użyć.
Koncepcja opiera się na tym, co nazywa „offsetami szytymi na miarę” - konkretnych zestawach systemów bezzałogowych projektowanych tak, by osłabiać określone zagrożenia niższym kosztem.
Zamiast uniwersalnej grupy uderzeniowej Marynarka składałaby dla każdego regionu indywidualne pakiety platform załogowych i bezzałogowych.
Takie „offsety” nie mają zastąpić lotniskowców ani dużych nawodnych jednostek bojowych. Mają natomiast wypełniać luki, wydłużać zasięg działania floty oraz działać jak „wyzwalacz” (tripwire) lub tarcza tam, gdzie wysłanie pełnej grupy uderzeniowej byłoby przesadą albo trwałoby zbyt długo.
Systemy bezzałogowe w centrum planu
Caudle wskazał kilka rodzin zasobów bezzałogowych, które mają kluczowe znaczenie w jego myśleniu.
- USV (bezzałogowe jednostki nawodne): małe i średnie jednostki pływające bez załogi, przenoszące sensory lub uzbrojenie.
- MUSV (średnie bezzałogowe jednostki nawodne): większe warianty, odpowiednie do rozpoznania, osłony i uderzeń dalekiego zasięgu.
- UUV (bezzałogowe pojazdy podwodne): robotyczne mini‑okręty podwodne do zwalczania min, dozoru i blokowania akwenów.
- Tanie przechwytywacze: masowe systemy obronne do zestrzeliwania dronów i innych nisko lecących zagrożeń.
Użyte razem, systemy te mogłyby patrolować plaże i porty, przeszukiwać akweny pod kątem min, działać jako wysunięte czaty przed większymi okrętami oraz dostarczać dodatkowe salwy rakietowe w walce.
Celem jest siła „attritable” - na tyle tania, by można było ją tracić w walce bez utraty strategicznego impetu.
To wyraźna zmiana względem tradycyjnego modelu, w którym Marynarka inwestuje ogromne środki w mniejszą liczbę wysoce zaawansowanych, załogowych okrętów, które trzeba chronić niemal za wszelką cenę.
Od wąskich gardeł po Tajwan: scenariusze regionalne
Marynarka już wskazuje konkretne punkty zapalne, w których takie dopasowane siły bezzałogowe mogłyby okazać się rozstrzygające.
Ochrona morskich wąskich gardeł
Kluczowe wąskie przejścia wodne, takie jak Cieśnina Ormuz, Bab al‑Mandab czy Cieśnina Malakka, są podatne na miny, małe łodzie oraz aktywność okrętów podwodnych.
Caudle zasugerował wykorzystanie bezzałogowych systemów nawodnych i podwodnych do oczyszczania z min, monitorowania ruchu i zapewniania wczesnego ostrzegania, pozostawiając większe okręty załogowe dalej od brzegu - mniej narażone.
Polowanie na okręty podwodne na północnym Atlantyku
Jeden z wymienionych scenariuszy dotyczy powstrzymania wrogich okrętów podwodnych przenikających z Arktyki i podejść północnoatlantyckich, szczególnie w rejonie luki między Grenlandią, Islandią a Wielką Brytanią.
Sieci bezzałogowych pojazdów podwodnych i sensorów nawodnych mogłyby utworzyć ruchomą barierę, śledząc okręty podwodne na dużych dystansach bez angażowania pełnej lotniskowcowej grupy uderzeniowej.
Wsparcie w scenariuszu tajwańskim
Na zachodnim Pacyfiku siły bezzałogowe mogłyby zapewnić to, co Caudle nazwał „wspierającymi środkami ogniowymi” - w praktyce dodatkowe pociski, wabiki i rozpoznanie - dla wsparcia sił USA i sojuszników broniących Tajwanu.
Może to obejmować średnie bezzałogowe jednostki nawodne działające jako rozproszone wyrzutnie rakiet, rozkładające siłę ognia na wiele małych platform i komplikujące przeciwnikowi proces wskazywania celów.
Przełamywanie nawyków kulturowych we flocie
Caudle, okrętowiec‑podwodniak z kariery, ostro zestawił sposób myślenia sił nawodnych i sił podwodnych o użyciu i rozmieszczeniu.
Siły nawodne opierają się na silnie zrygoryzowanej „linii produkcyjnej”: lotniskowcowa grupa uderzeniowa szkoli się razem, certyfikuje razem i rozmieszcza razem według ustalonego schematu.
Ten rytm tworzy bardzo sprawne formacje, ale zostawia niewiele miejsca na doraźne, zadaniowe zespoły tworzone pod konkretną misję.
Podwodniacy - argumentował - są bardziej przyzwyczajeni do dopasowanych, elastycznych rozmieszczeń, wynikających z konkretnych potrzeb zadaniowych, a nie ze stałych zestawień. Jako CNO próbuje przenieść część tego podejścia do nawodnej części Marynarki.
Oznacza to ponowne przemyślenie ścieżek szkoleniowych, planowania operacyjnego, a nawet sposobu, w jaki dowódcy połączonych obszarów działań (combatant commanders) wnioskują o siły z Waszyngtonu.
Przekonanie dowódców obszarów i Pentagonu
Strategia hedgingowa zadziała tylko wtedy, gdy regionalni czterogwiazdkowi dowódcy - odpowiedzialni za Europę, Bliski Wschód, Pacyfik itd. - będą o takie dopasowane siły bezzałogowe wnioskować i będą im ufać.
Caudle podkreślał, że pakiety muszą być dla tych dowódców zrozumiałe i „oswojone”. Potrzebne są jasne „menu” zdolności: co konkretny miks USV, UUV i okrętów wsparcia realnie zapewnia w kryzysie.
| Rodzaj zapotrzebowania | Opcja tradycyjna | Opcja strategii hedgingowej |
|---|---|---|
| Zagrożenie minowe w Ormuz | Lotniskowcowa grupa uderzeniowa + okręty przeciwminowe | Bezzałogowy pakiet do zwalczania min z ograniczoną eskortą załogową |
| Wzmożona aktywność okrętów podwodnych | Lotniskowiec, niszczyciele, okręty podwodne | Bariera UUV, samoloty patrolowe, ukierunkowane użycie okrętów załogowych |
| Ataki rojów dronów | Niszczyciele z rakietami obrony powietrznej | Rojowe tanie przechwytywacze i defensywne USV |
Do tego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów (Joint Staff) i sekretarz obrony USA muszą zostać przekonani, że te modułowe siły bezzałogowe są w stanie spełniać wymagania misji równie niezawodnie jak tradycyjne formacje. To wyzwanie zarówno polityczne, jak i biurokratyczne.
Logistyka: „święty Graal” dla flot bezzałogowych
Najbardziej futurystyczny system bezzałogowy nadal potrzebuje bardzo tradycyjnego wsparcia: paliwa, części zamiennych, baterii i napraw.
Marynarka nie ma jeszcze ustalonego modelu tego, kto jest właścicielem, kto naprawia i kto odpowiada za utrzymanie bezzałogowych zasobów na morzu.
Konwencjonalne okręty mają załogi, które mogą usuwać awarie na miejscu. Jednostki bezzałogowe nie mogą tego robić. Potrzebują zdalnego wsparcia, wyspecjalizowanych jednostek‑baz (tenderów) albo nowych struktur lądowych, które utrzymają je w gotowości.
Caudle zauważył, że Marynarka wciąż tworzy dedykowane eskadry bezzałogowe i testuje różne podejścia do wsparcia. Kwestie takie jak to, kto odpowiada, gdy w USV padnie bateria albo gdy jednostka zboczy z kursu, pozostają nierozstrzygnięte.
Udzielenie właściwych odpowiedzi będzie kluczowe, jeśli systemy bezzałogowe mają przejść od efektownych demonstracji do codziennych „wołów roboczych” floty.
Dlaczego Marynarka nazywa te siły „attritable”
Termin „attritable” stał się modnym hasłem w amerykańskich kręgach obronnych, zwłaszcza w kontekście dronów i robotyki.
W prostych słowach oznacza to systemy zaprojektowane tak, by były na tyle przystępne cenowo, że dowódcy mogą zaakceptować ich utratę w walce - bez wahania za każdym razem, gdy wystawia się je na ryzyko.
W zastosowaniu morskim sugeruje to duże liczby mniejszych bezzałogowych jednostek, które mogą „zalać” teatr działań, zbierać dane, przyjmować na siebie ogień przeciwnika i nadal dawać się zastępować bez paraliżowania budżetów i operacji.
Dla przeciwników tworzy to dylemat: każdy pocisk wystrzelony w tanią jednostkę bezzałogową to jeden pocisk mniej wymierzony w lotniskowiec, bazę lotniczą albo miasto sojusznika.
Potencjalne ryzyka i niezamierzone skutki
Strategia hedgingowa niesie własny zestaw ryzyk.
Po pierwsze, istnieje ryzyko nadmiernej pewności siebie. Decydenci mogą założyć, że systemy bezzałogowe bezpiecznie wykonają zadania, które nadal wymagają ludzkiego osądu na miejscu - zwłaszcza na zatłoczonych akwenach lub w wodach politycznie wrażliwych.
Po drugie, zależność od sieci i łączy danych tworzy kuszące cele dla cyberataków i walki elektronicznej. Jeśli przeciwnik oślepi systemy lub zakłóci łączność, takie roje bezzałogowe mogą nagle stać się znacznie mniej użyteczne.
Pojawia się też kwestia eskalacji. Małe, bezzałogowe jednostki łatwiej poświęcić, co może skłaniać państwa do częstszych i ostrzejszych „sondaży” rywali. To może skrócić dystans między tarciami w czasie pokoju a otwartym konfliktem.
Jak mogłoby to wyglądać w praktyce
Wyobraźmy sobie rosnące napięcia w Cieśninie Ormuz po incydentach minowych i zagrożeniach dronowych wobec tankowców.
W dzisiejszym modelu Waszyngton mógłby czuć się zmuszony do wysłania grupy lotniskowcowej, sygnalizując wysoką stawkę i ryzykując szybką eskalację.
W podejściu hedgingowym Caudle’a odpowiedź mogłaby zacząć się od dopasowanego pakietu bezzałogowego: UUV oczyszczających podejrzane pola minowe, USV monitorujących ruch małych łodzi oraz tanich przechwytywaczy w gotowości do zwalczania ataków dronów. Krążownik i niszczyciel pozostają za horyzontem, gotowe do interwencji, ale bez „zatłaczania” wąskiego gardła.
Taki miks ma chronić żeglugę, uspokajać sojuszników i testować zachowanie przeciwnika bez natychmiastowego angażowania jednego z najcenniejszych i najbardziej narażonych zasobów Marynarki. Daje też przywódcom politycznym więcej opcji, jeśli sytuacja się pogorszy albo uspokoi.
Dla Marynarki strategia hedgingowa mniej dotyczy porzucenia lotniskowców, a bardziej kupowania elastyczności - poprzez roboty, algorytmy i nowe koncepcje operacyjne, które wypełniają luki tam, gdzie tradycyjna stal nie wystarcza już, by sięgnąć wystarczająco daleko.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zostaw komentarz