Przejdź do treści

SCAF: Czy zamierzamy wylać dziecko z kąpielą?

Dwie osoby analizujące modele samolotów i dronów na interaktywnym stole w nowoczesnym biurze.

What began as a odważna, wspólna wizja nowego europejskiego myśliwca coraz bardziej przypomina dziś operację ratunkową skoncentrowaną na danych, oprogramowaniu i technologiach „chmury walki”, podczas gdy samolot jako taki ryzykuje powrót do narodowych silosów.

Projekt, który miał zmienić europejskie niebo

Uruchomiony w 2017 r. Future Combat Air System, lepiej znany pod francuskim akronimem SCAF, miał zapewnić Europie własną siłę powietrzną szóstej generacji. Programowi przewodziły Francja i Niemcy, a później dołączyła Hiszpania. Rdzeń idei: „system systemów” łączący myśliwiec nowej generacji (NGF), drony oraz cyfrową chmurę walki spajającą wszystko w jedną całość.

Obietnica polityczna była ogromna. SCAF miał wspierać europejską autonomię strategiczną, ograniczyć zależność od amerykańskiego sprzętu oraz utrzymać wysoko wyspecjalizowane miejsca pracy i know-how lotniczy w UE. Miał też zastąpić francuskie Rafale i niemieckie Eurofightery Typhoon między połową lat 30. a połową lat 40. XXI wieku.

Od pierwszego dnia SCAF łączył ambitne cele wojskowe z dużo trudniejszym wyzwaniem: zmusić Dassault i Airbusa do wspólnego trzymania sterów.

Dassault Aviation, francuski główny wykonawca NGF, chciał jednoznacznego przywództwa w obszarze myśliwca oraz ścisłej kontroli nad wrażliwymi technologiami, takimi jak układy sterowania lotem i integracja systemów. Airbus Defence and Space, mówiąc zarazem w imieniu Niemiec i Hiszpanii, naciskał na bardziej zrównoważony podział prac przemysłowych oraz szerszy dostęp do technologii i własności intelektualnej.

Te napięcia tak naprawdę nigdy nie zniknęły. Łagodzono je politycznymi porozumieniami na potrzeby wczesnych faz, ale nigdy w pełni ich nie rozwiązano.

Krucha równowaga, która nigdy naprawdę się nie utrzymała

Z biegiem lat mapa drogowa SCAF została pocięta na etapy: studia wstępne, faza 1A, potem faza 1B - a każdy z nich wymagał nowej rundy negocjacji dotyczących podziału prac i przywództwa. Francuscy i niemieccy liderzy regularnie ogłaszali „przełomy”. Jednak insiderzy ostrzegali przed strukturalnymi słabościami zarządzania programem.

Trzy powracające linie pęknięć pojawiały się nieustannie:

  • Kto ma przewodzić projektowaniu i integracji myśliwca nowej generacji?
  • Jak dzielić zadania przemysłowe i miejsca pracy między Francję, Niemcy i Hiszpanię?
  • Jaki poziom transferu technologii jest dopuszczalny ponad granicami i między firmami?

Francuscy urzędnicy obawiali się, że zbyt szerokie dzielenie się know-how może podkopać ciężko wypracowaną przewagę Dassault w momencie, gdy globalna konkurencja w lotnictwie bojowym się zaostrza. Niemieccy urzędnicy z kolei obawiali się, że ich przemysł zostanie zepchnięty do roli podwykonawcy przy „francuskim samolocie”.

Porozumienia polityczne utrzymywały projekt na papierze, ale sedno sporów po prostu przesuwało się na kolejny kamień milowy.

2025: od „nowego myśliwca razem” do „ratujmy chmurę walki”

Do 2025 r. publiczny przekaz ze strony francuskiej zmienił ton. Wysocy rangą przedstawiciele blisko związani z ministerstwem sił zbrojnych zaczęli mówić wprost, że stanowiska Dassault i Airbusa w sprawie NGF stały się niemal niemożliwe do pogodzenia. Oficjalny termin zawarcia nowego porozumienia przemysłowego do końca roku coraz bardziej wyglądał na „linię na piasku” niż na punkt planistyczny.

Francuskie ministerstwo przedstawiło teraz wyrazistą opcję. Jeśli nie będzie wykonalnego kompromisu w sprawie myśliwca, Paryż i Berlin są gotowe wyprowadzić NGF ze wspólnych ram SCAF i pchnąć go do przodu narodowo lub w mniejszych grupach. Zamiast tego skoncentrowaliby współpracę na filarze „chmury walki”, znanym także jako NGWS (Next Generation Weapon System), aby utrzymać cyfrowe połączenie przyszłych sił.

Ta zmiana sprowadza się do pytania: jeśli nie potrafimy zbudować tego samego samolotu, to czy możemy przynajmniej dopilnować, żeby nasze samoloty „rozmawiały” ze sobą?

Logika polityczna jest dwojaka. Po pierwsze, utrzymać przy życiu część programu, która może stosunkowo szybko dostarczyć wymiernych korzyści wojskowych - zwłaszcza w zakresie sieciocentryczności i fuzji danych. Po drugie, uniknąć symbolicznego upadku SCAF przed końcem roku, który za granicą zostałby odczytany jako kolejna europejska porażka integracji obronnej.

Co właściwie oznacza „chmura walki”?

„Chmura walki” bywa sprzedawana żargonem, ale idea jest prosta. Współczesna walka powietrzna nie zależy już wyłącznie od tego, jak szybki i trudnowykrywalny jest samolot. Zależy też od tego, jak szybko siły mogą dzielić się informacją, koordynować i działać.

W kontekście SCAF chmura walki miałaby:

Funkcja Konkretny efekt w walce
Fuzja danych Łączyć dane z radarów, sensorów podczerwieni, satelitów i źródeł rozpoznania w jeden obraz dla pilotów i dowódców.
Bezpieczna sieć Łączyć myśliwce, drony, jednostki lądowe, okręty i centra dowodzenia za pomocą szyfrowanej łączności.
Współdziałanie platform Umożliwiać jednej platformie użycie uzbrojenia na podstawie sensorów innej, zwiększając zasięg i elastyczność.
Wsparcie oparte na AI Pomagać operatorom szybciej niż same ludzkie reakcje porządkować cele, zakłócać zagrożenia i zarządzać ograniczonym uzbrojeniem.

Dla Francji i Niemiec „zabetonowanie” tej części projektu nadal ma dużą wartość wojskową, nawet jeśli wspólny myśliwiec zejdzie na dalszy plan. Dawałoby też ich przemysłom doświadczenie i własność intelektualną w obszarach, w które intensywnie inwestują USA i Chiny.

Presja na strategiczne harmonogramy

Wypchnięcie NGF poza wspólny obszar miałoby głębokie konsekwencje dla planowania sił w latach 2035–2045. Francja potrzebuje następcy Rafale mniej więcej w tym oknie, podczas gdy Niemcy stoją przed decyzjami, jak długo wydłużać życie Eurofightera i jak uzupełniać flotę F‑35 zamówionych w USA.

Jeśli NGF oderwie się od SCAF, otwiera się kilka scenariuszy:

  • Myśliwiec prowadzony przez Francję, silnie oparty na know-how Dassault, z ograniczonym wkładem Niemiec i Hiszpanii.
  • Niemcy mocniej zwracające się ku konkurencyjnemu programowi GCAP (brytyjsko-japońsko-włoskiemu) lub przyszłym systemom amerykańskim.
  • Równoległe narodowe ścieżki „6. generacji”, które tylko częściowo zbiegną się poprzez warstwę chmury walki.

Interoperacyjność może przetrwać dzięki oprogramowaniu i danym, podczas gdy sprzęt rozdzieli się na różne „rodziny”.

Nie oznaczałoby to, że Europa rezygnuje z projektowania myśliwców najwyższej klasy, ale rozbiłoby rynek i rozmyło koszty rozwoju między nakładające się programy. To mogłoby podnieść ceny jednostkowe i ograniczyć korzyści skali - akurat wtedy, gdy budżety odczuwają presję innych kryzysów i zobowiązań.

Rywalizacja przemysłowa przebrana za współpracę

Za strategicznym językiem kryje się bezpośredni spór przemysłowy. Dassault ma mocne portfolio Rafale, Mirage i Falcon i ostrożnie podchodzi do dzielenia się tym, co uważa za swoją kluczową przewagę konkurencyjną. Airbus z kolei stara się zapewnić sobie centralną rolę na europejskim rynku myśliwców bojowych, który ukształtuje jego przyszłość na dekady.

Transfer technologii jest tu najczulszą dźwignią. Niemcy i Hiszpania chcą wystarczającego dostępu do danych projektowych i oprogramowania, by rozwijać własne kompetencje. Francja obawia się, że zbyt hojny transfer stworzy przyszłych rywali, którzy będą z nią konkurować bezpośrednio na rynkach eksportowych od Bliskiego Wschodu po Azję.

Te obawy nie są wyłącznie teoretyczne. Kontrakty na samoloty bojowe pociągają za sobą długie łańcuchy wsparcia logistycznego, szkolenia i pakietów modernizacji, trwające 30–40 lat. Kto „posiada” rdzeń projektu NGF, ten znajdzie się w centrum tego ekosystemu.

Jak może wyglądać „wylanie dziecka z kąpielą”

We francuskiej debacie o SCAF często pojawia się fraza o „wylaniu dziecka z kąpielą”. W praktyce tym dzieckiem jest NGF i przemysłowy ekosystem wokół niego. Brudną kąpielą jest bałagan zarządczy: niekończące się negocjacje, polityczne popisy i rozchodzące się narodowe oczekiwania.

Jeśli Paryż i Berlin odłączą NGF od wspólnego programu, mogą ochronić krótkoterminowy postęp nad chmurą walki. Ryzykują jednak, że symbol europejskiej integracji stanie się skromniejszym, technicznym projektem interoperacyjności.

Dla sił powietrznych ryzykiem jest poślizg harmonogramów decyzji. Każdy rok spędzony na sporach o zarządzanie to rok, w którym Rafale i Eurofightery się starzeją, a konkurenci z USA lub Azji rozwijają własne konstrukcje szóstej generacji i koncepcje współdziałania z systemami bezzałogowymi.

Kluczowe pojęcia kształtujące debatę

W dyskusjach o SCAF stale powracają dwa określenia:

  • Autonomia strategiczna: zdolność bloku politycznego - tu UE, a zwłaszcza Francji - do prowadzenia operacji wojskowych wysokiej intensywności bez zależności od zagranicznych dostawców kluczowych zasobów, takich jak myśliwce czy bezpieczne sieci.
  • Interoperacyjność: zdolność sił różnych państw do płynnego działania razem, współdzielenia informacji, struktur dowodzenia i logistyki bez tarć.

SCAF pierwotnie obiecywał jedno i drugie: rodzimy myśliwiec oraz głęboką interoperacyjność. Obecny zwrot skłania się ku „zablokowaniu” interoperacyjności poprzez chmurę walki, nawet jeśli autonomia w zakresie samego myśliwca stanie się bardziej poszarpana i podzielona między programy.

Jak mogą wyglądać przyszłe wojny powietrzne w Europie „najpierw chmura walki”

Wyobraźmy sobie kryzys pod koniec lat 30. XXI w. wokół Europy Wschodniej lub Morza Śródziemnego. Francuskie samoloty - niezależnie od tego, czy będzie to NGF, czy późna generacja Rafale - latają obok niemieckich Eurofighterów, F‑35 i dronów. Nie mają tego samego płatowca, ale podłączają się do wspólnej europejskiej chmury walki.

Cele wykryte przez francuskiego drona mogłyby zostać zaatakowane niemieckim pociskiem. Hiszpański radar naziemny mógłby przesyłać dane bezpośrednio do hełmu francuskiego pilota. Asystenci AI mogliby proponować plany zakłócania skoordynowane ponad granicami, podczas gdy politycy w tle spieraliby się o to, kto co zrobił.

W takim scenariuszu łącza danych i oprogramowanie mają równie duże znaczenie jak narodowa flaga namalowana na stateczniku.

Jeśli SCAF ewoluuje w tym kierunku, Europa może odzyskać część zwinności: państwa mogłyby kupować lub budować różne samoloty, a mimo to walczyć jako sieć. Ceną jest brak jednego europejskiego myśliwca-symbolu integracji oraz utrzymywanie się fragmentacji przemysłowej.

Na dziś wybór stojący przed Paryżem i Berlinem dotyczy mniej opcji technicznych, a bardziej politycznej determinacji. Utrzymanie NGF w ramach SCAF oznacza akceptację trudnych kompromisów w sprawie przywództwa i dzielenia się technologią. Wyprowadzenie go poza program oznacza postawienie na to, że odchudzona współpraca skoncentrowana na chmurze walki nadal da Europie wystarczający impuls, gdy wreszcie będzie musiała wysłać swoje samoloty w sporne, bronione niebo.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zostaw komentarz